Prognozy są nieubłagane: do 2030 r. globalne centra danych będą pochłaniać 945 TWh rocznie, czyli więcej niż całe dzisiejsze zużycie energii Japonii. Żeby AI i streaming działały bezawaryjnie, ktoś musi zadbać o to, by serwerownie się nie przegrzały i nie wysadziły korków. Jedna z takich firm niedawno zaprosiła mnie na swoją coroczną konferencję. Owa firma to Panduit i prawdopodobnie większość z odbiorców tego tekstu nigdy o niej nie słyszała i prędko ponownie nie usłyszy. To niewidzialni bohaterowie cyfrowej rewolucji.
Boom na sztuczną inteligencję to dopiero początek energetycznego koszmaru. Każde zapytanie do ChatGPT zużywa około 0,3 Wh energii, co może wydawać się niewiele, ale przy 285 mln zapytań dziennie to już ponad 39 mln kWh codziennie – tyle, ile potrzeba na zasilanie Empire State Building przez półtora roku. I to tylko jeden chatbot.
Netflix w jakości HD przez godzinę pochłania 0,077 kWh, co odpowiada energii potrzebnej na około 300 zapytań do ChatGPT. Wydaje się mało? Niekoniecznie, gdy weźmiemy pod uwagę, że 80 proc. zużycia energii przez Internet pochodzi od streamingu wideo. A przecież coraz więcej ludzi ogląda w 4K, co trzykrotnie zwiększa zużycie energii w porównaniu do HD.
Gry w chmurze, metaverse, generatywne AI do tworzenia grafik – wszystkie te usługi wymagają ogromnej mocy obliczeniowej. Trenowanie GPT-4 wymagało około 30 MW ciągłego zasilania, a przyszłe projekty jak OpenAI Stargate mogą potrzebować wielogigawatowych centrów danych. To nie są już zwykłe serwerownie – to fabryki cyfrowej rzeczywistości, które muszą działać 24/7 bez najmniejszej przerwy.
Źródło: spidersweb.pl



